PKP kpi z Bydgoszczy
Przez moment wydawało się, że wszystko jest ok, że będzie dobrze – zgodnie z logiką i gospodarczym rozsądkiem. Zarząd PKP w ramach reformy redukującej liczbę zakładów linii kolejowych rozsianych po kraju przyjął do wiadomości, że z dwóch rozmieszczonych w naszym województwie – w Bydgoszczy i Toruniu - powinien zostać ten pierwszy. Trzeba było słać interpelacje i protestować, aby kierownictwo firmy zrozumiało, że jego pierwotny zamiar wyznaczenia siedziby w Toruniu nie wytrzymuje ciężaru merytorycznej krytyki. Ustalono, że to Bydgoszcz, jako miasto z zakładami dużo większymi niż toruńskie, że to Bydgoszcz, jako niezkle ważny węzeł kolejowy o strategicznym znaczeniu, powinna być siedzibą ZLK PKP w naszym regionie. Wydawało się, że oczywiste zostało oczywistym. Nie na długo jednak. Zarząd PKP wymyślił, że skoro siedziba jest w Bydgoszczy, to trzeba kogoś ukarać. Odwołano dyrekcję bydgoskiego załadu w komplecie i w to miejsce powołano komplet dyrekcji toruńskiej. Kto w to uwierzy, że to postępowanie w imię dobra firmy, że jest to decyzja racjonalna, u podstaw której leży dobro firmy i rozwój infrastruktury kolejowej? Ja nie. Dlatego napisałem kolejną interpelację do ministra Grabarczyka i tym razem zawnioskowałem do prezesa Najwyższej Izby Kontroli, aby zbadać czy to postępowanie było zgodne z zasadami rzetelności, celowości i gospodarności.